Nałęczowska Kolej Dojazdowa

1893-2010

 
       

     
  Strona główna  

Wspomnienia kolejarzy, pracowników i innych osób związanych z NKD

 

Głusko, dnia 15 lipca 1997 r.

 

Na kolejce pracowałem od 1933  do 1971 roku jako kierownik pociągu.

Budynki dyżurnego ruchu i magazyn kolejowy w Karczmiskach budowane były za czasów zaborów przez Austriaków. Pamiętam, że Dyrekcja Kolei mieściła się w Radomiu. Jak pamięć moja sięga to kolejnymi naczelnikami Kolejki Nałęczowskiej byli: Węgielewski, Szmyrgało, Wroczyński, Jakubowski, Iwiński, Widawski i Mieczysław Goliszek. Za moich czasów pracowali także maszyniści przedwojenni: Gierczak, Ozorowski, Smutak.

W latach 1941-42 jeździłem jako kierownik pociągu wraz z maszynistą Halakiem wagonem motorowym (lux-torpeda), która służyła nie tylko do celów służbowych, ale przede wszystkim do przewozu pasażerów.

Parowozy małe 3 osiowe ale serii nie pamiętam. W wagonikach krytych i węglarkach 7,8,10 i 15 tonowych woziliśmy między innymi: buraki, ziemniaki, marchew, sól, alkohol, materiały budowlane.

W czasie II wojny światowej Niemcy mieli swój parowóz 5 osiowy, który nazywaliśmy "Niemka". Woziliśmy z Nałęczowa do obozu w Poniatowej Żydów (z getta warszawskiego) a także z Opola Lubelskiego do Nałęczowa jeńców złapanych przez okupanta, którzy dalej wywożeni byli na Majdanek w Lublinie.

Przez całą  II wojnę światową bardzo często na nasze pociągi napadała partyzantka, szczególnie w okolicach Nałęczowa, Wąwolnicy, Niezabitowa, Karczmisk, Rozalina. Nie zapomnę jak w parowozowni w Karczmiskach podczas takiego napadu rozerwało parowóz 3 osiowy - 1941 rok.

W latach 50tych w Karczmiskach mieścił się Zarząd Kolei Wąskotorowych. Wiele rzeczy mi się zatarło ponieważ mam już 86 lat.

 

Kuchta Bolesław urodzony w lipcu 1911 roku

 

Notowała: Teresa Furdal, pracownik NKD

 


Wola Rudzka 21.08.1997

 

Prosiła mnie Pani bym napisała parę słów dotyczących kolejki wąskotorowej.

 

Zżyłam się z nią od urodzenia. Pierwszy raz słyszałam o niej jeszcze gdy mieszkaliśmy we Lwowie. Ktoś powiadomił rodziców, że niedaleko naszego przyszłego domu w miejscu gdzie strumyk przepływa pod torem, kolejka przejechała mężczyznę. Nigdy nie dowiedziałam się kto to był i dlaczego zginął. Zrobiło to na mnie tak silne wrażenie (miałam wtedy 3 lata), że całe życie do tej pory widzę w wyobraźni tego człowieka. Potem już kolejka była realnym środkiem naszej lokomocji. Z Nałęczowa do Opola jechało się początkowo trzy godziny. Były wagony trzeciej, drugiej klasy i salonka. Jak one wtedy wyglądały trudno mi dokładnie opisać: trzecia klasa - ławki twarde, druga - ławki miękkie a salonki w formie pokoju z kanapa i stołem. Tą salonką zawsze jeździł do chorych ś. p. dr Wacław Skorczyński wieloletni lekarz kolejowy. W późniejszych latach trzydziestych jeździł otwarta drezyną osobową (ławka składająca się z małych deseczek z oparciem, coś  w rodzaju dawnych ławek ogrodowych). Na drugiej połowie drezyny dwóch kolejarzy poruszało dźwignie popychające koła. Do robót drogowych na kolei używano takiej samej drezyny, ale bez ławki.

Pierwsze znane mi parowozy nazywaliśmy samowarkami, bardzo często sapały i dymiły jadąc koło nas pod górę. Później były parowozy dwojakiego rodzaju, jedne miały tzw. tender tj. zbiornik węgla i wody oddzielony od parowozu formie drugiego członu i późniejsze tzw. koguty w których tender i parowóz były na jednym podwoziu.

Dom nasz stoi 30m od toru, na skraju lasu, który w lecie bardzo często zapalał się od iskier kolejowych. I znów smutne wspomnienie. W miesiąc po sprowadzeniu się naszym na Rudę w 1927 roku las od kolejki zapalił się. Tatuś był w tym czasie w młynie, widząc pożar biegł ratować las. na skutek wysiłku dostał wylewu i do śmierci nie odzyskał władzy ani mowy.

Od 1945 roku byłam nie umundurowanym strażakiem. W latach suszy w lecie wychodziłam z łopatą do każdego przejeżdżającego pociągu. Bardzo wiele razy z pomocą rodziny, a czasem mieszkańców wsi ratowaliśmy las. Trochę lepiej było gdy zaczęły wchodzić tzw. "Rumuny" ale dopiero obecnie chodzące parowozy przestały sypać iskry. To ta przykra dla mnie coegzystencją z "kolejką". Ale była ona czasem nieomal "domem rodzinnym", gdy w zimie 1939-40 i 40-41 jako łącznik konspiracji Z.W.Z. jeździłam nią bardzo często. Były to zimy bardzo mroźne i bardzo śnieżne. Jechało się bardzo długo, bo tory były nieprzejezdne. Wąwóz koło Wąwolnicy był zasypany czasem do połowy wysokości. Trudno tu nie wspomnieć dyżurnego ruchu na stacji Nałęczów pana Burzyńskiego, który czasemwidzac jak bardzo byłam zmarznięta (poczekalnia nie była opalana) na pociągi czekało się po kilka godzin, zabierał mnie do służbowego opalanego pomieszczenia. Prawie zawsze był tam jakiś Niemiec i nie często na to pozwalał. A w czasie podróży moimi duchami opiekuńczymi byli: p. Marzec Stanisław, Kępski Alfred, Radziejewski, Barczek i maszyniści p. Smutek, p. Żywicki, później p. Rybak. Pasażerowie podróżowali w bydlęcych nie opalanych wagonach, dla kolejarzy był oddzielny w wagonie pocztowym mały przedzialik, w którym paliło się w żelaznym piecyku, była ławka, w niektórych dwie na dole szersza na górze węższa. Nie tylko zabierali mnie do tego przedziału, ale gdy było bardzo zimno zdejmowali swe kożuchy i okrywali mnie zapewniając, że jest im bardzo ciepło, nigdy tym wspaniałym, dobrym ludziom tego nie zapomnę. Kiedy pociąg mijał nasz dom p. maszynista zwalniał, najczęściej pan Marzec wychodził na stopień, podawał mi rękę i zeskakiwałam. Były to czasy bardzo niebezpieczne i powrót z Rozalina czy Opola narażał na spotkanie z Niemcami.

W okresie okupacji, a dokładnie w lipcu lub sierpniu 1941 roku tzw. "Lux-torpeda" trąciła paro letniego (5-7 letniego) chłopca nazwiskiem Kramek, który siedział na moście naprzeciwko młyna, chłopiec spadł na pale po starym moście będące w rzece i zabił się. Ta sama "Lux-torpeda" przywiozła z Opola lekarza ale ratunku już nie było. W latach 70-tych zginął pod kołami kolejki chłopiec. Nieszczęśliwie wyskoczył przed mostem kolejowym na przeciwko śluzy na Pudzie. Tor kolejowy na naszym odcinku został w 1961 roku przesunięty, to znaczy oddalony od szosy o 20m. Od dawnego torowiska na odcinku od śluzy do strumyka i wtedy zlikwidowano most a zrobiono przepust betonowy pod nasypem kolejowym.

W 1917roku tor kolejowy na odcinku od Zagród do stacji PKP wykorzystywał dawny dojazd z traktu lubelskiego do pałacu Lubomirskich (obecnie liceum, wtedy koszary). Obecnie stanowią groblę pomiędzy pierwszym a drugim stawem. W celu wyrównania różnicy wysokości nasypu kolejowego nad droga do Zajączkowa (dawny trakt Opole-Lublin) wybudowano wiadukt.

Dojazd do stacji PKP obecnie ulica Kolejowa został zrobiony w 1917 roku. Przy jego niwelowaniu nadmiar ziemi był wyrzucany na lewą stronę drogi i to utworzyło wzgórze na którego szczycie w okresie międzywojennym ustawiono figurę Matki Boskiej.

Nie napisałam o rzeczach najważniejszych, tak oczywistych, że pominęłam je, a przecież Pani wtedy nie było na świecie. Przed wojną kolejka była jedynym stałym, regularnym środkiem lokomocji. Praktycznie jedynym połączeniem ze światem. Była wprawdzie prywatna linia samochodowa, ale tylko do Lublina. Tory obsługiwały cały ruch pasażerski i towarowy. Kolejka kursowała całą dobę. Pasażerski z Opola o 3-4 rano początkowo trzy razy a potem cztery razy dziennie, może pamięć mnie zawodzi, to się przecież zmieniało. Przed wojną bilet kolejowy był na tyle drogi, że jeździli nią ludzie których było na to stać, albo w nagłych potrzebach. Czasem do Opola dojeżdżały dwie, trzy osoby. Zupełnie zmieniło się to po wojnie, kolejka pozostała stałym połączeniem ze światem, a bilety były na tyle tanie, to też młodzież dojeżdżająca do szkół o znalezieniu siedzącego miejsca nie mogła nawet marzyć. Ponadto osobnymi kursami dowoziła do zakładów w Poniatowej pracowników z Karczmisk i Opola. Ruch towarowy był najbardziej wzmożony w okresie kampanii cukrowniczej.

        

Na prośbę pracownika NKD

         Furdal Teresy

opisała wnuczka Władysława Kleniewskiego

         Pani Wanda Marczewska z domu Schoennet

 


Karczmiska, dnia 20.08.1997 rok

 

Moja pierwsza praca na kolei rozpoczęła się w 1936 roku w Równym na granicy rosyjskiej. Po ucieczce z Równego (groziła mnie i mojej rodzinie zsyłka na Syberię) w 1940 roku zacząłem pracować na kolejce nałęczowskiej, a konkretnie na stacji PKP Opole Wąsk. na stanowisku zwrotniczego. Z rozmów z kolegami dowiedziałem się, że tę kolejkę od Zagłoby do Karczmisk, Opola Lubelskiego budował właściciel ziemski Jan Kleniewski do sprawniejszego przewozu buraków.

Za moich początkujących czasów na tej kolejce jeździł parowóz nr 1740 "KOŁOMYJKA" z tendrem, których było jak się nie mylę pięć sztuk, oraz węglarki wąskotorowe 7,10 i 15-tonowe, w których woziliśmy najwięcej buraków cukrowych i węgla, a w wagonikach krytych najczęściej cukier z Opola do Nałęczowa. 

W 1941 roku rozpocząłem pracę jako konduktor na stacji PKP Karczmiska wraz z kierownikiem pociągu Brzusiem. Pamiętam jak Niemcy w tym czasie przywieźli swój 5-cio osiowy parowóz (nazywaliśmy go "Niemka"), do którego były przyczepiane wagoniki kryte, a w nich w upokarzających warunkach muzieliśmy wozić Żydów z Nałęczowa do Poniatowej. Przypominam sobie dwa wagony motorowe tzw. Lux Torpedy, którymi jeździli maszynisci Halak i Żywicki Ignacy.

Po wejściu Sowietów na nasze tereny, a był to rok 1944 pracowałem już jako kierownik pociągu. Naszą kolejką w tym czasie woziliśmy najczęściej amunicję do Polanówki i Szczekarkowa oraz wszelkie materiały wojenne. Parowozy px były małe, opalane złej jakości węglem na przemian z drewnem, które bardzo iskrzyły. Na parowozach Px48 jeździliśmy do roku 1968, bo w tym czasie zastąpiono je lokomotywami spalinowymi lxd2 produkcji rumuńskiej. Po wojnie zaczęły kursować wagony osobowe 1Aw z 'PaFaWag" Wrocław.

Okres powojenny dla nas kolejarzy był szczególnie trudny mimo, że w czasie II wojny światowej naszą kolejkę zajmowali Niemcy, a później Sowieci i w każdej chwili groziła nam śmierć, to bardzo często niedosypialiśmy i niedojadaliśmy, ponieważ trzeba było wracać na służbę gdyż w Drzewcach (obecnie Nałęczów) czekało do odwozu mnóstwo materiałów budowlanych, najczęściej do Poniatowej (rozbudowa Zakładów Wytwórczych Sprzętu Instalacyjnego i miasta).

Jak się nie mylę to w 1961 roku zlikwidowano ruch osobowy Wilkowa a siedem lat później czyli w 1968 roku rozbieraliśmy tory z Opola do Piotrawina. W trakcie mojego odejścia na emeryturę a było to w roku 1970 zlikwidowano tory do Świdna.

Na dzień dzisiejszy moją służbę na kolejce Nałęczowskiej wspominam z wielkim rozrzewnieniem i aż dziw bierze, że to wszystko się przeżyło. Na emeryturze kolejowej jestem już 37 lat i bardzo dużo zapomniałem. 

 

Rybak Henryk urodzony w maju 1912 roku 

 

Notowała: Teresa Furdal, pracownik NKD

 

     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

©® statek